Dostałem ostrzeżenie od lekarza. 93 proc. Polaków popełnia ten sam błąd

Tylko 7 proc. mieszkańców naszego kraju robi sobie badania profilaktyczne, kiedy teoretycznie nic im nie dolega. Postanowiłem zapytać lekarza, co nam przez to grozi.

Przed uderzeniem koronawirusa to tzw. choroby cywilizacyjne były nazywane największą epidemią XXI wieku. Prawdopodobnie to się zresztą nie zmieni. Według danych WHO z powodu cukrzycy, nowotworów oraz chorób układu krążenia i układu oddechowego na świecie umiera 41 mln osób rocznie, co stanowi aż 71 proc. wszystkich zgonów. Jak donosi GUS, w Polsce są one najczęstszą przyczyną przedwczesnych śmierci.

Profilaktyka chorób cywilizacyjnych

Te statystyki mogłyby być inne, gdybyśmy częściej się badali. Wspomniane choroby przez lata zbliżają się do nas małymi krokami, na co wpływają m.in. negatywne skutki rozwoju naszej cywilizacji oraz niezdrowy tryb życia, który często prowadzimy. Dlatego ich symptomy można wykryć bardzo wcześnie i wprowadzić odpowiednie środki zaradcze. Niestety, raport firmy Kantar Millward Brown pokazuje, że zaledwie 7 proc. mieszkańców naszego kraju robi sobie badania profilaktyczne w czasie, kiedy teoretycznie nic im nie dolega. Ten problem dotyczy szczególnie młodych ludzi przed czterdziestką, co potwierdziła krótka ankieta, którą przeprowadziliśmy na Instagramie Noizz. Na pytania o przyczyny wizyt u lekarzy oraz nastawienie do badań profilaktycznych dostaliśmy wiele odpowiedzi w stylu „nie chodzę, i tak nie pomagają”, „nie ma po co chodzić do lekarza, bo nawet skierowania na podstawowe badanie się nie dostanie” albo „tylko, gdy jestem chory”. Dlaczego tak jest? Postanowiłem porozmawiać o tym z Jackiem Glebą, lekarzem rodzinnym i internistą, który prowadzi Centrum Medyczne MDT Medical.

Michał Bachowski: Dlaczego Polacy przed czterdziestką tak rzadko robią sobie badania profilaktyczne?

Jacek Gleba: Zdecydowana większość ludzi w tym wieku uważa, że jest zdrowa i żyje w przekonaniu, że tak będzie zawsze. Oni odwiedzają lekarzy właściwie tylko wtedy, kiedy są chorzy. Jak do nas przychodzą, to najczęściej z jakąś grypą albo anginą i wracają dopiero po 2-3 latach z kolejną. W mojej ocenie bardzo wąska grupa myśli o jakichkolwiek badaniach profilaktycznych. Problem w tym, że to właśnie tym wieku z reguły wypracowujemy sobie złe nawyki takie jak siedzący tryb życia, kiepsko zbilansowana dieta, stresowanie się pracą czy nadmierne picie alkoholu lub palenie papierosów, które jest bardzo szkodliwe. Wszystko przez to, że wtedy jeszcze nie odczuwamy ich konsekwencji, które często dają o sobie znać dopiero po czterdziestce lub jeszcze później w postaci chorób cywilizacyjnych. Nie jest tak, że dzisiaj mam podwyższony poziom cholesterolu albo homocysteiny, a pojutrze od razu zawał czy udar, bo do tego trzeba 10, 15 czy 20 lat. To jest tego rodzaju dynamika i na tym właśnie polega cały dylemat profilaktyki.

Czy to jedyna przyczyna?

Nie. Problem wynika też z tego, że w Polsce mamy utrudniony dostęp do lekarzy. Gdyby to było prostsze i trwało tyle, co w prywatnych przychodniach, gdzie wraz z wizytą, pobraniem krwi i całą resztą wszystko można załatwić w jakieś 30 minut, to pewnie byłoby inaczej. Jeżeli jednak trzeba gdzieś pójść, stanąć w kolejce i stracić cały poranek albo dwa na to, żeby zrobić sobie badania bez jakiegoś większego powodu zdrowotnego, to sprawa robi się problematyczna. Kolejną kwestią jest to, że nasz kraj wydaje bardzo mało na tę dziedzinę medycyny. Lekarze opłacani z NFZ często więc odmawiają wykonywania badań profilaktycznych, jeżeli nie widzą bezpośredniej potrzeby. To jest naprawdę zaniedbany temat. Mówi się co najwyżej o profilaktyce czterdzieści plus, kiedy wiele procesów już zaszło i może nie jest jeszcze za późno, ale na pewno jest już późno. Tymczasem według zaleceń, które są realizowane w niewielkim stopniu, przed trzydziestką takie badania powinno się robić raz na dwa lata, a później co roku. Mam tu na myśli badanie ogólne krwi, pomiar ciśnienia oraz tzw. wywiad rodzinny, który pozwala określić, czy pacjent ma inklinacje do pewnych chorób i musi zostać objęty specjalnym nadzorem (są np. rodziny wybitnie rakowe albo miażdżycowe). U kobiet dodatkowo do tego dochodzi jeszcze USG piersi oraz wizyty u ginekologa. 

Czemu badania profilaktyczne są takie ważne?

Ponieważ pozwalają ocenić czy pacjent jest w jakiejś grupie ryzyka i dostosować do tego zalecenia. Można np. powiedzieć, że ktoś ma ryzyko cukrzycy, bo ma taką historię rodzinną i określony poziom glukozy, więc kierujemy na bardziej szczegółowe badanie, które nazywa się krzywa cukrowa. Jeżeli jednak pacjent nie znajduje się w żadnej grupie ryzyka, bo w badaniach nic nie wychodzi, to mówię po prostu, żeby przyszedł za rok. To wszystko robi się po to, żeby wykryć, czy są jakieś niepokoje diagnostyczne. Dopiero jak coś wyjdzie z tzw. podstawowego screeningu, to zaczynamy badać głębiej, żeby móc odpowiednio wcześnie zareagować.

Kolejną bardzo ważną kwestią profilaktyki jest wartość referencyjna. Jeżeli ktoś regularnie się bada i później na coś zachoruje, to lekarz na podstawie wcześniejszych danych może znacznie dokładniej ocenić wartość zmian. To jest też o tyle ważne, że bywają pacjenci z bardzo dziwnymi wynikami, z którymi normalnie żyją, ale warto to zdiagnozować wcześniej na spokojnie, a nie podnosić alarm bez potrzeby, kiedy już coś się dzieje.

Z jakich powodów chodzi do lekarza ta wąska grupa, która się bada?

W większości to wynika z niepokojów rodzinnych. Ci, którzy mieli bogatą historię chorób wśród bliskich, często są zmotywowani do tego, żeby badać się już w stosunkowo młodym wieku. Osoby pochodzące w rodzin zdrowych jakoś specjalnie nie zwracają na to uwagi. Takim sygnałem do sprawdzenia swojego stanu zdrowia bywają też tzw. dekadowe urodziny, szczególnie 40., które z reguły zmieniają człowiekowi spojrzenie na życie.

Czy widać tutaj jakieś różnice pomiędzy płciami?

Tak. Moim zdaniem kobiety w ogóle są motorem profilaktyki. Nie dość, że same mają w tej kwestii znacznie wyższą świadomość, to jeszcze często namawiają swoich partnerów do odwiedzenia lekarza. Myślę, że bez ich udziału mielibyśmy połowę mniej badań.

Co najczęściej wychodzi z takich wczesnych badań profilaktycznych?

Przede wszystkim problemy z cholesterolem i ogólnie z tłuszczami. To się zaczyna już dziać nawet u ludzi przed trzydziestką. Tu chodzi o zły metabolizm tłuszczów, który wynika z kilku rzeczy. Pierwsza to są inklinacje rodzinne, po prostu ludzie mają taką czy inną skłonność. Druga to jest temat nieskompensowanej diety, w której jest za dużo tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, a za mało roślinnego. Oczywiście ma na to wpływ także nadwaga. Potem dochodzą do tego jeszcze niedobory witaminowe, bo np. wysoki poziom homocysteiny, który jest wskaźnikiem ryzyka kardiologicznego, w pierwszej kolejności leczy po prostu witaminą B6. Dalej są braki w witaminie D pochodzenia roślinnego, która ma kolosalny wpływ na procesy metaboliczne.

Następnym w kolejności źródłem problemów jest alkohol, do którego można się przyzwyczaić na dwa sposoby. Pierwszy to jest regularne spożywanie niewielkich ilości, a drugi sporadyczne picie na całego, np. w weekendy. Oba są szkodliwe. Mówi się, że wypijanie jednego kieliszka czerwonego wina od czasu do czasu może dobrze wpływać na krążenie, ale nie ma na to naukowych dowodów. Tak naprawdę alkohol nie ma żadnego zbawiennego wpływu na ludzki organizm – nie rozpuszcza szkodliwych substancji, nie zabija bakterii, ani nie robi innych rzeczy, które sobie ludzie wymyślają. To jest pusty metabolizm, który obciąża nasz organizm, nie dając konkretnych benefitów. Osobom zestresowanym może co prawda chwilowo pomagać w obniżeniu napięcia, które też jest szkodliwe. Broń boże nie zachęcam jednak do regularnego picia, żeby się zrelaksować. Jeżeli gdzieś miałbym postawić granicę, to tam, gdzie ktoś raz na jakiś czas wypije dwie butelki piwa albo dwa kieliszki wina ze znajomymi, żeby się trochę odprężyć.

Co nam w związku z tym najbardziej grozi?

Na pewno miażdżyca i inne choroby układu krążenia, które są przyczyną około 50 proc. przedwczesnych zgonów w naszym kraju. Dalej są nowotwory, których ryzyko zwiększa nie tylko palenie papierosów, ale również oddychanie zanieczyszczonym powietrzem czy picie alkoholu.

Na koniec muszę przyznać, że ja też nie byłem na żadnej kontroli u lekarza, choć mam już 34 lata. Na jakie badania by mnie pan skierował w pierwszej kolejności?

Najpierw musiałbym się dowiedzieć czegoś o chorobach, które pan przeszedł, a potem o historii chorób w rodzinie. Zrobiłbym też osłuch klatki piersiowej, pomiar ciśnienia oraz oględziny brzucha, jamy ustnej i węzłów chłonnych, które wbrew pozorom są istotne, bo wskazują na bardzo wiele. Dopiero na tej podstawie ustaliłbym zakres badań, które są potrzebne w tym momencie.

Nie ma sprawy. Jak się urodziłem, to miałem podejrzenie dziury w sercu, bo lekarze wykryli tam jakieś szumy. W związku z tym przez pierwsze 5 lat życia chodziłem do kardiologa, ale ten w końcu uznał, że już nic nie słyszy, więc nawet jeżeli była tam jakaś mała dziurka, to się zarosła. Od tego czasu nigdy nie byłem w szpitalu i sporadycznie łapałem tylko jakieś przeziębienia, anginy, grypy, zatrucia itd. Obecnie sporo się ruszam, staram się dobrze odżywiać, nie palę i bardzo rzadko choruję. Wydaje mi się po prostu, że jestem okazem zdrowia, dlatego nie muszę chodzić po lekarzach. Jeżeli chodzi o najbliższą rodzinę, to jedna babcia zmarła wcześnie na guza mózgu. Dziadek z drugiej strony żył długo, ale po śmierci w wyniku wylewu okazało się, że miał cukrzycę i dwa drobne zawały. Tata bierze leki na nadciśnienie i obniżenie poziomu cukru. Mama ma problemy z sercem i krążeniem, kilka lat temu wstawiono jej tzw. stent.

OK, to moim zdaniem na pewno podsumowania wymaga ta kardiologiczna historia z dzieciństwa. Takie otwory najczęściej zarastają się same, ale musimy pamiętać, że 30 lat temu nikt nie robił panu USG, więc nie wiadomo na pewno, jak to się skończyło. Po czymś takim może mieć miejsce zwiotczenie pewnej części serca, dlatego zrobiłbym echo serca i EKG, żeby to skontrolować. Kolejną rzeczą było by USG jamy brzusznej, bo przy oględzinach wyczułem u pana lekko powiększoną wątrobę. To może być wynik szczupłej sylwetki, ale trzeba to skontrolować. Do tego standardowe badanie moczu i oczywiście krwi, w ramach którego wyjdą nam m.in. nerki, stany zapalne, ketony, homocysteiny, lipidogram, morfologia, tarczyca, witamina D, żelazo czy glukoza, która będzie istotna z powodu konotacji rodzinnych do cukrzycy. W pana przypadku zalecałbym też poszerzony profil wątrobowy, oraz badanie trzustki.

Dużo tego, ile to będzie trwało?

Przecież prawie wszystko wyjdzie w badaniu krwi. Jeżeli chodzi o EKG i USG jamy brzusznej, to można ustalić termin tak, żeby też zrobić to na miejscu w tym samym dniu. Tylko echo serca będzie trzeba zrobić u innego specjalisty, ż którym możemy pana umówić. Później spotkamy się jeszcze, żeby omówić wyniki i zobaczyć, co dalej.

No właśnie, co będzie dalej? Ja na pewno posłucham lekarza i w końcu zrobię sobie kompleksowe badania profilaktyczne. To spotkanie pokazało mi, że to wcale nie musi być skomplikowane i czasochłonne przedsięwzięcie. Zresztą nawet jeżeli wszystko zajmie mi 2-3 poranki, to warto je poświęcić, skoro w ten sposób można przeciwdziałać rozwojowi chorób, które zabijają 41 mln osób rocznie. Ja już podczas tak krótkiej wizyty dowiedziałem się, że 3 rzeczy do sprawdzenia i nie chcę już tego odkładać.

Źródło artykułu – kliknij tutaj